niedziela, 14 czerwca 2015

Sekcja psa

Może miałem na rękach znacznie więcej krwi niż jakikolwiek jego kolega z pułku.

Myślę, że dożywocie to zła kara. Nawet nie chodzi o obciążanie budżetu, ja sam obciążam budżet w najbardziej bezsensowny sposób. Po prostu nikt nie zasługuje na cierpienie, jakim jest monotonność i złudzenie, że wciąż żyjesz. Dlatego nieudane eksperymenty nigdy mnie nie załamywały. Ci więźniowie dostawali to, czego ja bym pragnął na ich miejscu. Zbawienie. Może na nie zasłużyli. Bo jeżeli Bóg istnieje, to chyba tylko jemu wolno nas sądzić. Inaczej wszystko posypałoby się jak domek z kart.
Nieudane eksperymenty należały jednak do rzadkości. Jak każdy człowiek, Intelektualiści mają różne zainteresowania i nieco inne zdolności. Mój konik to medycyna. Uczyłem się szybko, myliłem się rzadko. Kiedy miałem cztery lata, zabiłem naszego psa. Nie byłem chyba w pełni tego świadomy, ja po prostu chciałem wiedzieć, co pies ma w środku. Po bardzo długiej pogadance, pełnej łez Haigo i tłamszonej złości Tomasa, łażącego wokół stołu i skubiącego dziewiczą bródkę, postanowili zabrać mnie do psychologa. Oczywiście specjalnego, dla produktów.
Trzydziestoparoletni, miły, nieco stuknięty facet, zaczynał siwieć i ciągle poprawiał okulary. Pracując tu od dziesięciu lat, jak pochwalił się nam prawie na wejściu, zatracił większość nieudawanej wrażliwości. To dobrze, inaczej by już dawno wisiał na rurze od boilera w swoim małym mieszkanku. Nikt normalny nie wytrzyma czegoś takiego.
-Proszę się nie martwić-powiedział po wizycie, z której niewiele pamiętam-Ace to…wyjątkowy dzieciak, ale na pewno nie zarżnie was w nocy-dodał ze śmiechem.-Wystarczy na niego uważać, zapowiada się na dobrego lekarza. Sekcja psa na poziomie lekko doświadczonego praktykanta...
Wyjątkowo szczery jak na psychologa, prawda?
Pamiętam go dzięki późniejszym wizytom. Lubiłem gościa, byliśmy do siebie trochę podobni, ale ciężko mi powiedzieć co o tym zadecydowało.
Nigdy więcej nie zabiłem żadnego pupila domowego. No może oprócz dwóch rybek. Nie mogłem się powstrzymać, w końcu to nie ssaki, ich wnętrzności to fascynująca zagadka.
Przynajmniej tak myślałem w wieku sześciu lat.

Okazało się, że drzwi prowadzą do innego korytarza, krótkiego, czystego i z lepszym oświetleniem.
Drzwi. Tyle, ile nas.
Przyjrzałem się zamkom. Coś się nie zgadza. Jakoś tak dziwnie wyglądają. Może to paranoja?
-To nie ja tu jestem mądry-zaczął Marco, posyłając mi pełne uczucia spojrzenie-ale miałem w kieszeni pęk pięciu kluczy…
-Daaawaj to!-zawołała Koe ze śmiechem. Była pozytywna, ale w nieprzytłaczający sposób. Mimo, że w jej oczach wciąż widziałem smutek.
Tak naprawdę oczy nic nie wyrażają, to fakt potwierdzony badaniami. To niewielkie zmiany wyrazu twarzy, napięcia mięśni. Oczy są bez wyjątków puste. Jak u lalki, właściwie to wszyscy jesteśmy lalkami. Wy, prawdziwi, też. Ludzie są bez wyjątków lalkami.
-Daj, ja otworzę-Oliver zabrał Muzyczce klucze i podszedł z nimi do którychś drzwi.
Przyjrzałem się zamkom. Coś się nie zgadza.
Świadomość odgrywa w mózgu rolę marginalną. Jeżeli chcesz być skuteczny, zawrzyj pakt z podświadomością. Jak ja. Moim jedynym błędem jest niechęć do spontanicznej współpracy. Nie informuję ludzi o moich domysłach. Przez to nie byłem w stanie zapobiec wielu tragediom.
-Stój!-wrzasnąłem, rzucając się w stronę Olivera.
Za późno. Ja nigdy nie zdążam.
Przed oczami zaczęły latać mi kolory.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz