No nieźle.
Mam w głowie trzy sowieckie bomby atomowe. Bolą, czerwone skurwysyny. Pękają. Fala uderzeniowa idzie po tętnicach.
No nieźle.
- Słucham? - szepnąłem z niedowierzaniem.
- Dobrze słyszałeś. Pojutrze Marco będzie martwy.
- Martwy. Zabijesz go?
Cholera, jakie inteligentne pytanie.
- Może tak - odparła, spoglądając z niechceniem na swoje pomalowane różowym lakierem paznokcie. - A może i nie. Może sam się zabije. Planuję to drugie.
No tak. Marco to dzieciak-weteran. Na pewno jest wyniszczony psychicznie, ale... Aż do tego stopnia? Że w dwa dni...?
- Dlaczego nie Olivera, hm? Wygląda na kogoś, komu nie kupowano pasków do spodni, bo by się jeszcze powiesił. Nawet jak na Artystę jest okropnie pierdolnięty, wydaje się mieć zaburzenia bipolarne. Dziwię się, że go nie wyeliminowano na wczesnym etapie badań. Przynosił jakiekolwiek zyski?
- Jakie to bezduszne z twojej strony! Okropny jesteś. Nie dziwię się, że nie masz przyjaciół. Nie pytaj, skąd to wiem, bo to oczywiste. Takie rzeczy widać.
-Touché.
Kręci mi się w głowie i nie mogę się skupić, na ułamek sekundy twarz Misy rozmywa mi się przed oczami. Nigdy tak nie reagowałem na brak snu. To przez ten pieprzony stres. Co z tego, że na stres też nigdy tak nie reagowałem. Zyski. W wieku Olivera powinno się już przynosić zyski. Tak, Artyści i Muzykalni mieli zdominować przemysł rozrywkowy, pompując pieniądze mas prosto do kieszeni grubych ryb show biznesu i świata sztuki. Głupie i naciągane? Może, ale tacy właśnie jesteśmy, zarówno normalni, jak i Produkty. Głupi i naciągani.
Zyski. Artyści czy Muzykalni nie dostaną z nich prawie nic. Produktom nie przysługują takie prawa, jak zwykłym twórcom. W Singapurze, Kanadzie czy Japonii jesteśmy stosunkowo dobrze traktowani. Ale w niektórych krajach-lepiej nie mówić...
- To jak, Ace? - wyrwała mnie z zamyślenia Misa - Zawieramy sojusz?
Jak ja mam jej okrutnie dosyć.
- Jak ja mam cię okrutnie dosyć. - powiedziałem na wydechu.
- Słucham?
Zalewa mnie mieszanina krwi i ropy.
- Mam cię strasznie dosyć. Jestem wyczerpany psychicznie, zirytowany i najchętniej rozbiłbym ci głowę o tę szafkę. Cóż, skoro jednak chcesz sojuszu, to go dostaniesz. Ale muszę cię o czymś poinformować.
- Zamieniam się w słuch!
Wziąłem wdech i spojrzałem na licznik. Dziewięć godzin, dwadzieścia siedem minut. Czuję się tak, jakbym w ciągu tych kilku godzin przeżył niemal tyle, co w ciągu całego życia. A przecież gra się jeszcze nie rozpoczęła.
- Jeżeli nie spełnisz swojej obietnicy - zacząłem nienaturalnie powoli - albo jakiejkolwiek złożonej później... Albo zawrzesz sojusz za moimi plecami... Albo... Albo będziesz działała na moją niekorzyść, zastrzegam sobie prawo do... do zabicia cię.
- Nie ufasz mi? - spytała z przymilnym uśmiechem
- A mam ku temu powody?
- Masz.
Nastała chwila niezręcznej ciszy, ale niezręcznej tylko z mojej perspektywy. We własnym, wprowadzanym w życie planie nie ma miejsca na niezręczności. Ona musi wiedzieć, co za chwilę zrobi. Ba, pewnie już wie, że za chwilę spytam:
- I co mi powiesz?
A ja, mimo różnych wątpliwości, wiem, że zaraz usłyszę:
- Dobrze. Umowa stoi. Nie będę cię dłużej męczyć, Ace. Wracaj do siebie, idź spać. Dobranoc!
-Tja - mruknąłem, przecierając szczypiące oczy- Dobrej nocy.
Wróciwszy do pokoju, rzuciłem się na łóżko myśląc tylko o tym, jak straszliwie chce mi się spać. Oczywiście, w tym momencie dorwała mnie okropna bezsenność.
Gapiąc się w szarawy sufit, postanowiłem ułożyć plan wydarzeń Tej Historii.
1. Ogłuszenie i porwanie "za grzechy". Może później zrozumiem, o jakie grzechy chodziło.
2. Spotkanie pozostałych czterech Produktów w ciemnym, wilgotnym pomieszczeniu. Znalezienie noża w kieszeni.
Sprawdzam, czy wciąż go mam. Check. To byłoby straszne, zgubić go na samym początku.
3. Znalezienie pokoju z okienkiem, opuszczenie go za pomocą kodu.
4. Wyjście na korytarz, otworzenie pokoi, ujebanie sobie ręki przez Olivera.
Sztucznie to brzmi, ten mój plan wydarzeń, ale reguły (nie mylić z zasadami!) są po to, by ich przestrzegać, a podstawowa reguła przy pisaniu wydarzeń brzmi: jak strona bierna raz, to już do końca. No, prawie tak. A w ogóle, to co mnie to interesuje, z reguły wyrażam się nienaturalnie. Tak przynajmniej słyszałem.
5. Zapoznanie się z zasadami "gry". Brak protestów, ku mojemu zaskoczeniu. "Zabijać? Dobra."
6. Zawarcie sojuszu z Misą.
To na razie tyle. Teraz pozostało tylko czekać na rozpoczęcie gry i na spełnienie obietnicy Misy.
Szczerze mówiąc to wątpię, żeby jej się udało. Szczerze mówiąc to wątpię, że ją zabiję.
No nic. Zostało mi tylko czekać. Skup się.
Nie, nie, cholera, nie skupiaj się, tylko zrelaksuj. Idź spać, jesteś w swoim kochanym, znienawidzonym Centrum. połóż się twarzą do ściany i idź spać. Sprawdź tylko kalendarzyk, o którym była mowa w regulaminie gry. Co dziś mamy? O, sobota. Świetnie.
Zaczynamy osiemnastego kwietnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz