piątek, 15 stycznia 2016

Niczego nie obiecuję

Misa uśmiechnęła się życzliwie. Położyła palec na ustach i machnęła do mnie ręką w geście "chodź za mną, wiem, gdzie mama chowa ciastka". Zarówno słodycze, jak i pakowanie się w dziwne sytuacje zawsze mnie bardzo pociągały, więc poszedłem.
Zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Zamknęła za nami drzwi (oczywiście na klucz) i rozsiadła się na podłodze. Po dwóch niezręcznych sekundach zrobiłem to samo. Szczerze mówiąc, nie znoszę siedzenia na podłodze, wolę pufy, stoły, ławki i krzesła, na których zawsze podwijam pod siebie nogi w jakiś skrajnie nieludzki sposób. Siedzenie to w ogóle sprawa bardzo niezdrowa. W Ośrodku, do którego kiedyś uczęszczałem, dostałem raz karę za rzucenie podobnym tekstem. Najwyraźniej nauczyciele nie lubią, gdy na pytanie "Dlaczego chodzisz po sali?" dzieciak odpowiada "Czy pani w ogóle wie, jak siedzenie źle wpływa na układ krążenia? Na dodatek prowadzi do otyłości i...". Pamiętam, że nawet nie dokończyłem tego wywodu. Usłyszałem tylko nasączone jadem "Och. W takim razie postoisz sobie, tak dla zdrowia. Do końca dnia." Z reguły nauczyciele w Ośrodkach nie różnią się od tych w normalnych szkołach niczym oprócz wykształcenia i poglądów wystarczająco liberalnych, by traktować nas nieco lepiej od maszyn typu toster. Z szacunkiem. Jak na przykład PC. PC to Szanowna Maszyna przez duże "M". Ale zdarzali się i tacy, którzy patrzyli na nas jak na przyciski do papieru toaletowego.
Cholera. Znowu ten pulsujący ból w głowie. Spać. Spać.
Boli. Znowu się zawieszam. Boli. Nie mam sił, ból rozsadza mi czaszkę, wyjątkowo omijam ważny poziom wyczerpania psychicznego, czyli hiperaktywność. To naprawdę szczególny i widowiskowy stan, w którym okazuję się całkiem wesołą, przyjazną i przerażającą osobą. Polecam.
- Ace - zaczęła nagle Misa, spoglądając mi w oczy - musimy pogadać o czymś ważnym. Właściwie to chciałam cię o coś poprosić, ale musisz mi obiecać, że nikt nie dowie się o naszej rozmowie, dobrze?
Niemożliwe. Dopiero się uczy, to jasne. Jak każdy z nas, rozwija swoje niesamowite zdolności niszczenia świata. Ale ona już jest niesamowita w jakiś niewytłumaczalny sposób. Dostrzegam niektóre jej sztuczki, choć to pewnie maleńki ułamek tego, jak bajeruje wszystko. Absolutnie każdym gestem. Prośba o zachowanie rozmowy w tajemnicy powinna mnie zaniepokoić, prawda? Cóż, nie w wykonaniu Misy. Rzuca banałami, ale robi to tak, że ufasz jej bardziej niż własnej matce, imponującemu starszoklasiście czy samemu sobie.
- W porządku - odparłem. Wydaje mi się, że wiem do czego zmierza.
- Pewnie już się tego domyśliłeś, bo nawet jak na Intelektualistę jesteś wybitny. Chciałabym - tu na chwilę wstrzymała oddech. Nawet tacy ludzie czasami się wahają - chciałabym zaproponować ci swojego rodzaju sojusz.
No kto by pomyślał.
- Pochlebstwami mnie do sie... siebie nie przywiążesz, wiesz?
- Nie musisz być taki ostry, Ace - szepnęła, pochylając się w moją stronę. Nie potrafię tego wytłumaczyć. ale czuję, że to koniec, już mnie rozgryzła, wie jak działam i jak mi rozkazać, bym jej rozkazywał, bo na tym ma polegać współpraca, jak zawsze i wszędzie. Jest bardzo, bardzo, bardzo źle, bo popadam w panikę. Interesuję się neurobiologią, a co za tym idzie-również psychologią i psychiatrią. Częściowo rozumiejąc, co się ze mną dzieje, czuję się okropnie, jak zwierzę świadome prowadzenia na rzeź. Gość z wciskaną pod wodę głową. Taka świadomość powolnego umierania tu i teraz, bycia rozkładanym na części, bycia dla kogoś przezroczystym jak szkło. Mam lekką obsesję na punkcie kontroli nad sobą i sytuacją i naprawdę nie lubię, gdy ktoś mną manipuluje, nawet dla mojego dobra. Nie, nie jak każdy. Bardziej. Nie wytłumaczę, bo nie umiem. Nieważne.
-Spe... specjalnie czekałaś na ten moment. Kiedy będę okropnie zmęczony, nie?
-Co ty gadasz, Ace. Chyba jesteś zbyt podejrzliwy. Pomyśl trochę, przecież umiesz. Współpraca byłaby opłacalna dla nas obojga, prawda? To żadna manipulacja z mojej strony.
Przedostatni poziom. Agresja. Na razie pasywna, ale to się zaraz zmieni, zacznę rzucać ścianami, podpalać biurowce i wieszać noworodki.
Wstałem. Misa również. Oparłem się o ścianę, pochyliłem w jej stronę i wymamrotałem:
-Słuchaj. Jestem wycieńczony. Jeśli nasza współpraca ma polegać na tym, że pozwolisz mi teraz iść spać, to bardzo chętnie.
-Ace, to poważna sprawa.
-Tak? Dobrze. Co mi da taki sojusz? Jaki będę mieć z ciebie pożytek? Oświeć mnie, proszę.
Na jej twarzy pojawił się straszny uśmiech. Uśmiech kogoś, kto podczas słuchania oskarżeń na własnym procesie o morderstwa gładzi cudem przemycony pas szahida i przesuwa palec w stronę przycisku.
-Wbrew pozorom, potrzebuję cię. Mam pewne wzory działania, nieliczne, ktoś musi mi tworzyć nowe, tworzyć dla mnie plany. I będziesz to ty, Ace. Niczego nie obiecuję, ale jeżeli się postaram, to...
-To?
-To pojutrze Marco będzie martwy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz