Wciąż się zastanawiam, o jakie "grzechy" chodziło.
Otworzyłem oczy, ale niewiele to dało-otaczała mnie kompletna ciemność. Zacząłem czołgać się po podłodze z wyciągniętymi do przodu ramionami . Chodzenie wydawało mi się nierozważne, bo skąd miałem wiedzieć, czy nie trafię na jakąś zapadnię, albo...
Ściana. Na to właśnie czekałem. Może znajdę włącznik? Z reguły właśnie tam są, nawet w Centrach. Chociaż nie, wróć. W pierwszym, do którego trafiłem, moje "powitalne" zadanie polegało na odszukaniu tego cholerstwa, mniejszego niż palec, ukrytego w zaniuchanym kącie . Po złamaniu kilku kodów, bieganiu po pokoju z mizernej jakości latarką i szukaniu wskazówek, zapaliłem światło. Zajęło mi to jakieś 15 minut. Podobno ponadprzeciętny wynik. Osiągnięcie życia.
Ściana była mokra, ale nie czułem smrodu wilgoci. Pachniało metalem. Czyżby to...
-Krew-szepnąłem, gdy natrafiłem ręka na włącznik, a około półtora metra nad moją głową zamrugało kilka sinych jarzeniówek.
Po ścianie cicho pełzła plama świeżej krwi. Niezbyt duża, żadnych fragmentów wnętrzności. Nikogo tu nie zastrzelono, to już ustalone.
-Au!-wrzasnąłem. Potknąłem się, a w rękę wbiło mi się coś twardego i mokrego.
Zakrwawiony ząb.
Wszystko zaczęło się układać w logiczną całość, gdy zobaczyłem o co się potknąłem. Ogromne ciało jakiegoś mężczyzny, miał chyba z dwa metry wzrostu. Ukucnąłem, żeby przyjrzeć się jego twarzy.
- Młody chłopak-mruknąłem do siebie-Pewnie jeden z Silnych, wyglada jak Herkules w podręcznikach.
Jeszcze kilka chwil temu leciała mu krew z ust. To na jego ząb upadłem. Ktoś musiał mu porządnie przywalić! Ułożyłem go w bezpiecznej pozycji. Puls w porządku, temperatura chyba też. Nie mogę mu pomóc. Ba, nawet nie muszę.
-Haaalooo!
Dziewczęcy głos przebił się przez ciężkie powietrze jak pocisk. Taki był... dźwięczny? Nie. On był o s t r y. Brzytwa ze starych westernów. Nie przesadnie wysoki, taki rozbrajająco niewinny,ale...
-Jest tam kto? Haaaaloooo...Wiem, że tu jesteś!
Może większość z was wstydziłaby się tego, ale szczerze przyznam, że zacząłem szukać jakiejś potencjalnej broni. Broni przeciw dziewczynie, która mogła tam na mnie czekać z piłą łańcuchową i sześcioma trupami u nóg. Z ogromnym zdziwieniem stwierdziłem, że mam w kieszeni nożyk. Nigdy go tam nie było, dałbym sobie uciąć głowę! Teraz to jednak nieistotne. Trzeba zobaczyć, kto mnie woła.
Stała w białawej poświacie żarówek. Trochę niższa ode mnie, szczupła, o krótkich włosach. W tym świetle nie mogłem określić ich koloru. Na pewno jakiś ciemny.
-Kim jesteś? I co my tu robimy?!-wyszeptała, nerwowo skubiąc spódniczkę.
Gdy przyjrzałem się jej dłoniom zauważyłem, że coś się nie zgadza. Po chwili już wiedziałem co.
Miała sześć palców. Czyżby to Muzykalna? Jakieś czterdzieści procent tej grupy ma nadprogramowe palce. To dosyć przydatne w grze na instrumentach. Tak słyszałem.
-Po...posłuchaj-zacząłem. Czułem, że powinienem położyć jej dłonie na ramionach, wziąć za ręce, zapewnić jej jakieś poczucie bezpieczeństwa, ale nie umiałem. Moje uczucia nie radzą sobie w byciu uczuciami-Ja...ja nie mam pojęcia, podobnie jak i ty. Czy należysz do Muzykalnych?
Spojrzała na mnie spode łba. Zmieniła się w ułamek sekundy z przerażonego kociaka we wściekłą lwicę.
-Czy to jest istotne?
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak. Jeżeli mam rację, to znajdujemy się tu wraz z conajmniej trzema innymi osobami.
Choć opuściła głowę widziałem, że prawie płacze. Nagle za jej plecami pojawił się ktoś jeszcze.
-Pierwszy raz widzę Intelektualistę!-jej głos, bo to też była dziewczyna, brzmiał miękko i głęboko jak krem. Taki dobry krem.
Przyjrzałem się twarzy nieznajomej i zobaczyłem coś w rodzaju otarć w kącikach ust. Ślady po linie. Zakneblowali ją. To Charyzmatyczka. Ten uśmiech, ton głosu, gesty, odpowiedni dystans miedzy nią a rozmówcą, ładna, nieco nijaka twarz. Czułem, że bedą z nią problemy-w naturze jej grupy leży przywiązanie do Intelektualistów, są naszym językiem, a my ich mózgiem. Nie twierdzę, że są głupi. Po prostu w każdej sytuacji wolą się nas słuchać, ufają nam jak dziecko matce.
-Racja-wybełkotałem raczej do siebie niż do nich-są tu jeszcze conajmniej dwie osoby. Jeden to ten Silny z zakrwawioną gębą, Charyzmatyczka i Muzykalna. Brakuje tylko Artysty...
Na lewo od nieprzytomnego Siłacza rozległ się głośny, piskliwy śmiech szaleńca.
-Właściwie-powiedział "autor" śmiechu, sunąc w naszym kierunku-to chyba jesteśmy w komplecie.
-Możliwe-odparłem-Przynajmniej nasz "zestaw".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz